czwartek, 27 lutego 2014

Konfrontacja

Przepraszam, że mnie tak długo nie było ale miałam dużo na głowie i nie było kiedy pisać :) Mam nadzieję, że szybko to nadrobię. No to zaczynamy!


Lekcje przeleciały zaskakująco szybko jak na pierwszy dzień. Wszyscy nauczyciele omawiali to czego będą się uczyć przez najbliższy rok i podawali książki, które można przeczytać żeby wiedzieć więcej. Hermiona jednak nie tego, co mieli jej do powiedzenia profesorzy. Myślami była daleko stąd na błoniach, pod pewnym drzewem z pewnym Ślizgonem. Już któryś raz rozpatrywała to, co wydarzyło się przed rozpoczęciem zajęć i za każdym razem wydawało jej się, że to sen. Jednak wkrótce, na obiedzie szybko przekonała się, że to jawa. Gdy zasiadła z Harrym i Ronem przy stole zdarzyło się coś, na skutek czegoś jej przyjaciele mieli nowy temat do rozmowy. Czekała właśnie na Ginny i wpatrywała się w drzwi Wielkiej Sali gdy nagle wszedł przez nie Malfoy. Chciała szybko odwrócić wzrok, ale nie mogła. Wpatrywała się w chłopaka, a on rozejrzał się i spojrzał prosto na nią. Gdy ją ujrzał uśmiechnął się do niej i puścił oczko. 
- A co to niby miało być? - Ron patrzył na nią szeroko otwartymi ze zdumienia oczyma, gdy w odpowiedzi ona również uśmiechnęła się do chłopaka. 
- Nic takiego - odparła spokojnie Hermiona - Po prostu się przywitałam. A co, masz na to jakiś paragraf?
- Tak! - rudzielec spojrzał na nią dziwnie zmartwiony ale zarazem wściekły - Hermiono, ty znowu bratasz się z wrogiem! Co cię w ogóle łączy z tym dupkiem?! Przecież zawsze się na wzajem wyzywaliście i upokarzaliście, a teraz co?! Uśmiechają się do siebie! Oczka sobie puszczają!
- Przesadzasz, Ronaldzie - odparła spokojnie dziewczyna, choć miała ochotę krzyczeć - Ja i Malfoy postanowiliśmy nie ciągnąć tego dłużej i się pogodziliśmy. Te nasze wieloletnie kłótnie były po prostu szczeniackimi wygłupami.
- Ale to nie jest byle jaki arogancki bezczelniacha, tylko Malfoy! Dociera to do ciebie?! On jest najgorszy z nich wszystkich! Jak możesz tak nas zdradzać!
- Zdradzać?! - Hermiona pomału traciła nad sobą panowanie - To nie twoja sprawa z kim się przyjaźnie, a z kim nie! Zresztą on się zmienił! Przeprosił mnie za wszystko! A ty nie masz prawa ingerować w naszą znajomość! Mam rację, Harry?
Zwróciła się o pomoc do czarnowłosego, bo nigdy się z nim nie kłóciła, zresztą nie był on tak zaślepiony jak Ron. Spojrzała na niego błagalnie a on w lot zrozumiał o co jej chodzi i lekko skinął głową.
- Hermiona ma rację, Ron - stwierdził Wybraniec - Nie mamy prawa rozkazywać jej i mówić z kim ma się przyjaźnić, a z kim nie. Skoro mówi, że Malfoy się zmienił to ja jej ufam. Zresztą ja też niedawno zakopałem z nim topór wojenny. Nie ma sensu wlec dalej starych kłótni - to powiedziawszy uśmiechnął się do Hermiony, a ona wiedziała już, że jest po jej stronie. Odetchnęła z ulgą i spojrzała wymownie na rudzielca. 
- Sam widzisz, Harry się ze mną zgadza, więc proszę cię nie wracajmy już do tego tematu. A teraz przepraszam, idę się przebrać.
Powiedziawszy to wstała od stołu i wyszła z Wielkiej Sali. Słyszała jeszcze jak Ron kłócił się z Harrym ale nie chciała się odwracać i w to ingerować. Resztę dnia mieli wolną więc postanowiła, tak jak powiedziała chłopakom, przebrać się i pójść się przejść, a może wstąpić do biblioteki? To się okaże później. Nawet nie zauważyła kiedy stanęła przed portretem Grubej Damy. Powiedziała jej hasło i weszła do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Wbiegła po stopniach do swojego dormitorium i rzuciła torbę z książkami na łóżko a sama padła na miękką, pluszową kanapę w pięknym, czerwonym kolorze. Rozłożyła się na niej wygodnie i spojrzała w okno. Słońce świeciło i żal było przesiedzieć taki dzień w zamku. Poleżała jeszcze chwilę, a potem zwlekła się z kanapy i ruszyła do szafy po drodze zdejmując krawat i białą koszulę. Z racji, że na dworze było ciepło założyła na siebie krótkie szorty barwy piaskowej i lekką bluzkę z rękawem 3/4, wykonaną z miękkiego dżinsu i sznurowaną na plecach. Na nogi wciągnęła pierwsze lepsze tenisówki, które wpadły jej w ręce i spojrzała do lustra. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Efekt był zadowalający. Włożyła różdżkę do głębokiej kieszeni szortów i wyszła z dormitorium. Zbiegła po schodach, przeszła przez pokój wspólny, w którym już snuli się pierwsi Gryffoni wracający z uczty i przelazła przez dziurę w portrecie. Szła teraz korytarzami kierując się na dół, do wyjścia i mijając grupki uczniów, którzy rozkoszowali sie czasem wolnym od nauki. Nagle poczuła jak ktoś obejmuje ją w tali, zatyka ręką usta i wciąga do zaułka. Cała zesztywniała z przerażenia. I co teraz? Jak mogła dać się tak podejść! I kto to jest i czego w ogóle od niej chce?!  Ta kwestia na szczęście szybko się wyjaśniła.
- Cześć, Granger - usłyszała za sobą dobrze znany głos. Wypuściła z płuc powietrze z głuchym świstem i natychmiast się rozluźniła. Zdecydowanie ujęła rękę, która zatykała jej usta i odepchnęła ją delikatnie. Odwróciła się i spojrzała w oczy swojemu napastnikowi. 
- Merlinie, Malfoy mało nie dostałam zawału! - odsunęł się trochę od chłopaka i przyjrzała mu uważnie - I to nie jest śmieszne!
- Dlaczego nie? - prychnął rozbawiony Malfoy. Złapał dziewczynę za rękę i wyciągnął z powrotem na korytarz - Dokąd to się tak śpieszysz jeśli można wiedzieć? 
- Przed siebie - odparła Hermiona uśmiechając się tajemniczo - Nie miałam żadnych planów. 
Nagle za ich plecami rozległ się wściekły syk. Odwrócili się zdziwieni i ujrzeli Rona, który patrzył na nich wściekły.
- CO TO MA ZNACZYĆ?! - warknął gniewnie patrząc na nich spod zmrużonych powiek.
Hermiona dopiero teraz zorientowała się, że Malfoy dalej trzyma ją za rękę. Chłopak ścisnął delikatnie jej dłoń. Odwzajemniła uścisk. Nie wiedziała co Malfoy zamierza, ale była tak wściekła na Rona, że było jej to obojętne. 
- A ty co, rudzielcu zazdrosny jesteś? - spytał opryskliwie uśmiechając się kpiąco. 
- Nie będę z tobą gadać, Malfoy. - wysyczał Ron i spojrzał na dziewczynę - Hermiona! Tłumacz się! 
W dziewczynie przelała się fala złości. Z wściekłości oczy przysłoniły jej czerwone plamy. No dobra! Sam tego chciał! 
- Nie mam ci się z czego tłumaczyć! - warknęła - Jeśli mam chęć spędzać czas z Malfoyem, to będę go z nim spędzała, a tobie nic do tego! 
Powiedziawszy to odwróciła się i odeszła ciągnąc blondyna za rękę. Zatrzymała sie dopiero gdy doszli na następny korytarz.
- Proszę, proszę masz chęć spędzać ze mną czas? - spytał Malfoy uśmiechając się perfidnie.
- Najwyraźniej, och co za kretyn - mruczała Hermiona, a złość powoli z niej uchodziła. 
- W takim razie choć - chłopak pociągnął ją w stronę wyjścia - Pokażę ci fajne miejsce.

środa, 19 lutego 2014

Przeprosiny

Hermiona wypadła na błonia i odetchnęła świeżym powietrzem. Miała nadzieję, że żaden z jej przyjaciół nie pójdzie jej szukać. Potrzebowała teraz chwili samotności. Musiała sobie wszystko poukładać. No, nazbierało się tego trochę! Westchnęła jeszcze raz i zaczęła schodzić w dół po zboczu. Kierowała się pod swoje ulubione drzewo położone nisko, przy jeziorze. Mało kto tam zaglądał więc miała trochę czasu dla siebie, przed rozpoczęciem zajęć. Usiadła pod drzewem, między jego rozłożystymi, grubymi korzeniami i oparła się plecami o pień. Zamknęła oczy. Woda w jeziorze uspokajająco szumiała, a z koron drzew słychać było śpiew ptaków. Było tak spokojnie... Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Natrętne myśli schowały się gdzieś, albo wyparowały... Nie interesowało jej w jaki sposób zniknęły, po prostu cieszyła się, że już ich nie ma. Siedziała tak już jakiś czas myśląc o niczym, gdy nagle usłyszała kroki. Nie chciała otwierać oczu. Może ten ktoś przejdzie obok i nawet jej nie zauważy... Jednak kroki przybliżały się z każdą chwilą, aż nagle ustały. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i otworzyła oczy. Widok jaki ujrzała sprawił, że aż pisnęła ze zdumienia. Obok niej, pod drzewem, z zamkniętymi oczyma siedział Draco Malfoy. 
- Ty?! A co ty tu właściwie robisz?! - nie wytrzymała i zerwała się na nogi, jednak przy tej operacji zahaczyła o korzeń i runęła na ziemię prosto u stóp Malfoya, który patrzył na nią z rozbawieniem. 
- Myślę... - padłą odpowiedź. 
- No dobrze ale musisz myśleć akurat w tym miejscu?! Również usiłowałam myśleć...
- Przykro mi, Granger - Ślizgon uśmiechnął się kpiąco -  Masz niesamowite wyczucie miejsca... Za dobrze mi tu.
- Dobrze, w takim razie to ja poszukam innego miejsca! - dziewczyna podniosła się z ziemi i już miała odejść, gdy  poczuła jak Malfoy chwyta ją za ramię, pociąga z powrotem pod drzewo i sadza obok siebie. 
- A dokąd to? - spytał a na jego ustach znów zagościł ten kpiący uśmieszek. Hermiona próbowała mu się wyrwać, ale on mocno trzymał ją za nadgarstki i skutecznie unieruchamiał.
- Jak najdalej od ciebie - warknęła - Mówiłam, że chcę pomyśleć!
Chłopak podniósł się pociągając za sobą dziewczynę. Hermiona wstała i oparła się plecami o pień drzewa, a Malfoy korzystając z okazji oparł ręce po dwóch jej stronach.
- Doprawdy? - mruknął - A teraz nie możesz myśleć?
- N-nie... - szepnęła brązowowłosa usiłując się opanować, ale te jego oczy... Dziewczyna zerknęła w stalowoszare tęczówki chłopaka i już nie mogła odwrócić wzroku. Miały jakąś hipnotyzującą moc. 
- Czyżbyś nie mogła się skoncentrować? - Malfoy najwyraźniej świetnie się bawił.
- A kopa w tyłek chcesz? - warknęła Hermiona siłą woli odwracając wzrok od jego oczu, w których przed chwilą kompletnie się zatraciła.
- Milusia jesteś - prychnął dusząc się ze śmiechu - Ale skoro już tak stoisz to może wykorzystam sytuację...
Hermionie serce zamarło. Spojrzała na niego przerażona. Co on knuje?! Malfoy widząc jej strach prychnął ale zaraz się opanował. Teraz śmiał się tylko w duchu. Hermiona nie mogąc się opanować spojrzała w te jego roześmiane oczy i zatraciła się w nich po raz drugi. Nagle chłopka pociągnął ją w dół tak, że znalazła się  z powrotem na ziemi, a on sam usiadła przed nią za skrzyżowanymi nogami.
- Chciałem cię przeprosić - powiedział nagle zupełnie poważnie - Za wszystkie lata... Za wszystko co kiedykolwiek powiedziałem. 
Hermiona wpatrywała się w niego okrągłymi ze zdumienia oczyma. Co on właśnie powiedział?! Że chce ją przeprosić?! Za wszystko?! Nie możliwe, to mi się chyba śni... 
Malfoy siedział tak i patrzył się na nią wyczekująco. Była urocza z tym swoim zdumieniem. Musiał się pilnować żeby przypadkiem nie wybuchnąć śmiechem, bo miała minę wartą miliony!  Trzeba częściej fundować jej takie rewelacje, pomyślał rozbawiony. Gdy tak patrzył na nią z bliska była naprawdę ładna. Po prostu nie miał się do czego przyczepić. Cholerny Zabini, wiedział co robi! Diabeł chciał, żeby Draco nie wygrał zakładu, tylko zakochał się w tej Granger! Ma gość łeb. Tyle, że mu się nie uda, stwierdził chłopak ale nie był już tego taki pewien. A ona dalej nic nie mówi! Zacięła się czy jak?! Co, nigdy nie widziała jak ktoś przeprasza?! No fakt, on nigdy tego nie robił... Trzeba wkroczyć do akcji, bo w tym tempie to mogą tu siedzieć do jutra.
- No? I co? - spytał  w końcu patrząc Granger głęboko w oczy. To zawsze działało - Wybaczysz mi?
- Ja... - Hermiona najwyraźniej nadal nie wiedziała co powiedzieć - O-oczywiście, że ci wybaczam - wyjąkała w końcu. 
Malfoy przyjrzał się jej uważnie. Jakoś tak za łatwo mu poszło. Spodziewał się, że po tym wszystkim co jej zrobił, Granger nie wybaczy mu tak łatwo, a tu proszę! Jedno słowo i załatwione. Wstał i uśmiechnął się podając jej rękę. Ujęła ją z wahaniem a on pomógł jej wstać. Też się uśmiechnęła. I to jak! Pod Draconem nogi się ugięły. 
-  No, to teraz jak już mi wybaczyłaś nie myśl, że tak łatwo się mnie pozbędziesz - uśmiechnął się do niej łobuzersko i ruszył z powrotem do zamku. 


Hermiona została pod drzewem i patrzyła za nim nadal nie mogąc otrząsnąć się ze zdumienia. On ją przeprosił... I rozmawiał z nią normalnie bez żadnych drwin i wyzwisk... Miała nadzieję, że się zmieni ale żeby aż tak?! Uśmiechając się sama do siebie również ruszyła w stronę zamku, z którego wylewali się już uczniowie śpiesząc na Zielarstwo lub Opiekę nad magicznymi stworzeniami. 
- O nie! - jęknęła Hermiona. Zupełnie zapomniała, że ma teraz Transmutację! Porzuciwszy swoje myśli biegiem rzuciła się przez dziedziniec by zdążyć na lekcje. 

***

Hej, hej ponownie :) 
I jak wam się podobało? Mam nadzieję, że ten rozdział mi wyszedł. 
Gdy zaczynałam pisać to w ogóle nie miałam pomysłu... To przyszło dopiero z czasem. 
Jutro albo dzisiaj wieczorem będzie kolejny, najpierw musze go wymyślić chyba że znów będę improwizować ;)
Pozdrowinka
Mrs. Malfoy <3

wtorek, 18 lutego 2014

Początek...

Jak widać mój blog zmienił charakter. Mam zamiar dodawać tu moje opowiadania o Dramione. Mam parę pomysłów na fajne notki, więc może się uda :) No to zaczynamy...




W pokoju wspólnym już dawno nikogo nie było gdy pewna Gryffonka zeszła na dół ze swojego dormitorium. No nie, jak to się mogło stać ?! Wszyscy byli już najprawdopodobniej w Wielkiej Sali, a ona się spóźniła ?! To niemożliwe ! Hermiona Granger była przykładną uczennica i nigdy się nie spóźniała! Nigdy, aż do teraz.. Nie miała czasu ani chęci by dalej rozpamiętywać tę kwestię. Szybko wybiegła z pokoju i skierowała się w dół po schodach do Wielkiej Sali, z której już dochodził gwar rozmów. Wpadła do środka i pomknęła w kierunku stołu Gryffindoru. Usiadła na swoim miejscy i zdyszana przeczesała ręką włosy. Jej przyjaciele, Ron i Harry, obrócili się w jej stronę.



- Jak to zrobiłaś? – spytał zdumiony rudzielec.



- Co jak zrobiłam? – wydyszała Hermiona nalewając sobie do szklanki soku dyniowego.



- Spóźniłaś się! – wyrzucił jej Ron – Nigdy przedtem ci się to nie zdarzyło!



- No może i tak.. – Hermiona zamyślona przeglądała plan lekcji na ten dzień.

Brązowowłosa wolała nie rozpamiętywać tego, dlaczego się spóźniła. Wczoraj, po przybyciu do Hogwartu, razem z Ginny do późna rozmawiały o.. no właśnie, o czym? Hermiona w świetle dnia uważała to za głupoty, ale wtedy brała tą kwestię całkiem na poważnie. Mianowicie ruda namawiała Hermione, by znalazła chłopaka. Ron był już przeszłością. Dziewczyna zroumiała, że chłopak nie jest dla niej odpowiedni i postanowiła z nim delikatnie zerwać. Nie wyszło jej to może tak świetnie, ale teraz było już po wszystkim, a Ron zaczynał jej powoli wybaczać ten "występek". Hermiona prychnęła w duchu. Nawet gdyby chciała, to wątpiła by ktokolwiek w Hogwarcie chciał chodzić z kimś takim jak ona. Mimo własnych myśli zaczęła się rozglądać na kim by tu można ewentualnie zawiesić oko. 
- Ej, patrzcie, kto idzie! - mruknął nagle Harry, krzywiąc się  i spoglądając w stronę drzwi. 
Hermiona również tam spojrzała i zamarła. Do Wielkiej Sali, zarzucając blond grzywką i błyskając na wszystkie strony idealnie białymi zębami wszedł nie kto inny, jak Draco Malfoy. Przekraczając próg posłał swój firmowy uśmiech grupce rozchichotanych dziewcząt, które natychmiast się odwróciły i rozpoczęły dyskusję na jego temat. Ślizgon natomiast podszedł do stołu swojego domu i zajął miejsce obok swojego przyjaciela Blaisa, z którym natychmiast rozpoczął ożywioną dyskusję.
- Pozer - mruknął niezadowolony Ron - Uwodzi te niewinne panienki, a potem rzuca i upokarza... A myślałem, że wojna go trochę zmieniła! Co o tym myślisz, Hermiono?
Ale dziewczyna nie odpowiedziała. Nadal patrzyła na Malfoya i usiłowała nazwać uczucia, które ją wypełniły gdy przekroczył on próg Wielkiej Sali. Rozmarzenie? Czułość? Nie... To nie możliwe! Malfoy nie był osobą, na którą można patrzeć z czułością! Bynajmniej nie z jej punktu widzenia. Byli wrogami od zawsze. Poniżali się nawzajem.. Więc czemu ona teraz nagle zaczęła żywić do niego jakieś cieplejsze uczucia? Wyrobił się, to fakt. Był przystojny i miał w sobie jakiś taki czar, który sprawiał, że dziewczyna nie mogła oderwać od niego wzroku. Tylko czy jest sens w tym by zakochać się w swoim wrogu? Tak, Hermiona już to czuła. Wiedziała, że od pewnego czasu żywiła do Malfoya jakieś cieplejsze uczucia, ale nigdy się nie spodziewała, że to przerodzi się w miłość! Kochać? Malfoya? Ona? Szaleństwo! 
- Hermiona? Hermiona!
Dziewczyna ocknęła się z zadumy i spojrzała na wpatrujących się w nią wyczekująco Harry'ego i Rona. 
- Przepraszam, zamyśliłam się... Jakie było pytanie?
- Nadal nie wierzę w to, co widzę - rudzielec ze zdumieniem kręcił głową - Dziewczyno co z tobą? Czemu tak patrzysz na tego kretyna?!
- Oh zdawało ci się... - Hermiona spuściła wzrok i  wstała od stołu zarzucając torbę na ramię - Zapomniałam czegoś w dormitorium, spotkamy się na transmutacji!
Powiedziawszy to Hermiona odwróciła się od zdezorientowanych przyjaciół i prawie biegiem wypadła z Wielkiej Sali odprowadzana ich zdumionymi spojrzeniami.


Draco Malfoy wszedł do Wielkiej Sali i podszedł do stołu Ślizgonów posyłając  po drodze czarujący uśmiech  grupce dziewcząt. Usiadł koło swojego przyjaciela, Blaisa i rozejrzał się po pomieszczeniu. 
- Co tam? - Blais spojrzał na niego z rozbawieniem - Szukasz czegoś?
- Raczej kogoś - Draco uśmiechnął się perfidnie - W tym roku mam zamiar trochę zaszaleć.
- O to może mały zakład? - czarnoskóry wyszczerzył zęby w chytrym uśmiechu.
- Do czego zmierzasz, Diable? - Malfoy bacznie przyjrzał się swojemu rozmówcy.
- Ach do niczego konkretnego... Mówiłeś, że chcesz zaszaleć, więc mogę dać ci pole do popisu.
- No, to słucham! - Draco rozparł się na ławce i spojrzał wyzywająco w oczy przyjaciela.
- Czekaj! Myślę! - Zabini rozejrzał się po zgromadzonych w Wielkiej Sali uczniach, gdy nagle jego wzrok padła na stół Gryffindoru. Właśnie podnosiła się od niego ta cała Granger i po chwili już wybiegła z sali. Blais uśmiechnął się chytrze. Nie na darmo nazywali go Diabłem!
- Co? Brak pomysłów? - spytał drwiąco Malfoy.
- Nie ciesz się tak, bo mam dla ciebie zadanie, Smoku - Blais  spojrzał na Dracona i uśmiechnął się jeszcze szerzej. 
- Co ty knujesz Zabini? - mruknął Draco i postanowił mieć się na baczności. 
- Słyszałeś o tym całym balu, który ma być zorganizowany z okazji Bożego Narodzenia?
- Każdy o nim słyszał - prychnął Malfoy - No więc, co dalej?
- Masz zaprosić na niego pewną dziewczynę, ale przedtem masz zdobyć jej zaufanie. Na balu ją rzucisz i upokorzysz przed innymi. Brak jakichkolwiek zasad. 
- Łatwizna - Draco uśmiechnął się z pobłażaniem - O która ci chodzi?
- O Granger, Smoku - Zabini uśmiechnął się kpiąco.
Malfoy zbladł. No pięknie, ale się wpakował! Przecież Granger go nienawidzi! Sam już nie był do końca pewny swoich uczuć do niej. Niby była szlamą, chociaż już od dawna jej tak nie nazywał, ale widział ją parę razy z daleka, najpierw na peronie a potem tu, w Hogwarcie. Zmieniła się. Zwracała większą uwagę na to, w co się ubiera i w ogóle była... ładna. Bardzo ładna. Piękna. Na Slytherina, co on plecie?! Tylko tego brakowało żeby zakochał się w Granger! Cholerny Zabini! Jak tylko wygra ten zakład to mu dokopie! No właśnie, ale co z zakładem? Nie miał żadnej specjalnej ochoty krzywdzić tej Gryffonki... Nie, nie, nie i jeszcze raz NIE! Co tu się, cholera jasna, dzieje?! Zdenerwowany zerwała się od stołu i skierował w stronę wyjścia. Blais musiał się powstrzymać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Trafił w dziesiątkę z tym zadaniem!
- A dokąd to, panie "Ja Wygram Każdy Zakład" ? - spytał dusząc się od tłumionego śmiechu.
- Pomyśleć - warknął Malfoy i zniknął za drzwiami Wielkiej Sali. Dopiero teraz Blais wybuchnął tak długo tłumionym śmiechem.

 ***

I co myślicie? Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo dopiero zaczynam i to mój pierwszy rozdział :)
Liczę na jakieś pozytywne opinie ;3