Przepraszam, że mnie tak długo nie było ale miałam dużo na głowie i nie było kiedy pisać :) Mam nadzieję, że szybko to nadrobię. No to zaczynamy!
- A co to niby miało być? - Ron patrzył na nią szeroko otwartymi ze zdumienia oczyma, gdy w odpowiedzi ona również uśmiechnęła się do chłopaka.
- Nic takiego - odparła spokojnie Hermiona - Po prostu się przywitałam. A co, masz na to jakiś paragraf?
- Tak! - rudzielec spojrzał na nią dziwnie zmartwiony ale zarazem wściekły - Hermiono, ty znowu bratasz się z wrogiem! Co cię w ogóle łączy z tym dupkiem?! Przecież zawsze się na wzajem wyzywaliście i upokarzaliście, a teraz co?! Uśmiechają się do siebie! Oczka sobie puszczają!
- Przesadzasz, Ronaldzie - odparła spokojnie dziewczyna, choć miała ochotę krzyczeć - Ja i Malfoy postanowiliśmy nie ciągnąć tego dłużej i się pogodziliśmy. Te nasze wieloletnie kłótnie były po prostu szczeniackimi wygłupami.
- Ale to nie jest byle jaki arogancki bezczelniacha, tylko Malfoy! Dociera to do ciebie?! On jest najgorszy z nich wszystkich! Jak możesz tak nas zdradzać!
- Zdradzać?! - Hermiona pomału traciła nad sobą panowanie - To nie twoja sprawa z kim się przyjaźnie, a z kim nie! Zresztą on się zmienił! Przeprosił mnie za wszystko! A ty nie masz prawa ingerować w naszą znajomość! Mam rację, Harry?
Zwróciła się o pomoc do czarnowłosego, bo nigdy się z nim nie kłóciła, zresztą nie był on tak zaślepiony jak Ron. Spojrzała na niego błagalnie a on w lot zrozumiał o co jej chodzi i lekko skinął głową.
- Hermiona ma rację, Ron - stwierdził Wybraniec - Nie mamy prawa rozkazywać jej i mówić z kim ma się przyjaźnić, a z kim nie. Skoro mówi, że Malfoy się zmienił to ja jej ufam. Zresztą ja też niedawno zakopałem z nim topór wojenny. Nie ma sensu wlec dalej starych kłótni - to powiedziawszy uśmiechnął się do Hermiony, a ona wiedziała już, że jest po jej stronie. Odetchnęła z ulgą i spojrzała wymownie na rudzielca.
- Sam widzisz, Harry się ze mną zgadza, więc proszę cię nie wracajmy już do tego tematu. A teraz przepraszam, idę się przebrać.
Powiedziawszy to wstała od stołu i wyszła z Wielkiej Sali. Słyszała jeszcze jak Ron kłócił się z Harrym ale nie chciała się odwracać i w to ingerować. Resztę dnia mieli wolną więc postanowiła, tak jak powiedziała chłopakom, przebrać się i pójść się przejść, a może wstąpić do biblioteki? To się okaże później. Nawet nie zauważyła kiedy stanęła przed portretem Grubej Damy. Powiedziała jej hasło i weszła do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Wbiegła po stopniach do swojego dormitorium i rzuciła torbę z książkami na łóżko a sama padła na miękką, pluszową kanapę w pięknym, czerwonym kolorze. Rozłożyła się na niej wygodnie i spojrzała w okno. Słońce świeciło i żal było przesiedzieć taki dzień w zamku. Poleżała jeszcze chwilę, a potem zwlekła się z kanapy i ruszyła do szafy po drodze zdejmując krawat i białą koszulę. Z racji, że na dworze było ciepło założyła na siebie krótkie szorty barwy piaskowej i lekką bluzkę z rękawem 3/4, wykonaną z miękkiego dżinsu i sznurowaną na plecach. Na nogi wciągnęła pierwsze lepsze tenisówki, które wpadły jej w ręce i spojrzała do lustra. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Efekt był zadowalający. Włożyła różdżkę do głębokiej kieszeni szortów i wyszła z dormitorium. Zbiegła po schodach, przeszła przez pokój wspólny, w którym już snuli się pierwsi Gryffoni wracający z uczty i przelazła przez dziurę w portrecie. Szła teraz korytarzami kierując się na dół, do wyjścia i mijając grupki uczniów, którzy rozkoszowali sie czasem wolnym od nauki. Nagle poczuła jak ktoś obejmuje ją w tali, zatyka ręką usta i wciąga do zaułka. Cała zesztywniała z przerażenia. I co teraz? Jak mogła dać się tak podejść! I kto to jest i czego w ogóle od niej chce?! Ta kwestia na szczęście szybko się wyjaśniła.
- Cześć, Granger - usłyszała za sobą dobrze znany głos. Wypuściła z płuc powietrze z głuchym świstem i natychmiast się rozluźniła. Zdecydowanie ujęła rękę, która zatykała jej usta i odepchnęła ją delikatnie. Odwróciła się i spojrzała w oczy swojemu napastnikowi.
- Merlinie, Malfoy mało nie dostałam zawału! - odsunęł się trochę od chłopaka i przyjrzała mu uważnie - I to nie jest śmieszne!
- Dlaczego nie? - prychnął rozbawiony Malfoy. Złapał dziewczynę za rękę i wyciągnął z powrotem na korytarz - Dokąd to się tak śpieszysz jeśli można wiedzieć?
- Przed siebie - odparła Hermiona uśmiechając się tajemniczo - Nie miałam żadnych planów.
Nagle za ich plecami rozległ się wściekły syk. Odwrócili się zdziwieni i ujrzeli Rona, który patrzył na nich wściekły.
- CO TO MA ZNACZYĆ?! - warknął gniewnie patrząc na nich spod zmrużonych powiek.
Hermiona dopiero teraz zorientowała się, że Malfoy dalej trzyma ją za rękę. Chłopak ścisnął delikatnie jej dłoń. Odwzajemniła uścisk. Nie wiedziała co Malfoy zamierza, ale była tak wściekła na Rona, że było jej to obojętne.
- A ty co, rudzielcu zazdrosny jesteś? - spytał opryskliwie uśmiechając się kpiąco.
- Nie będę z tobą gadać, Malfoy. - wysyczał Ron i spojrzał na dziewczynę - Hermiona! Tłumacz się!
W dziewczynie przelała się fala złości. Z wściekłości oczy przysłoniły jej czerwone plamy. No dobra! Sam tego chciał!
- Nie mam ci się z czego tłumaczyć! - warknęła - Jeśli mam chęć spędzać czas z Malfoyem, to będę go z nim spędzała, a tobie nic do tego!
Powiedziawszy to odwróciła się i odeszła ciągnąc blondyna za rękę. Zatrzymała sie dopiero gdy doszli na następny korytarz.
- Proszę, proszę masz chęć spędzać ze mną czas? - spytał Malfoy uśmiechając się perfidnie.
- Najwyraźniej, och co za kretyn - mruczała Hermiona, a złość powoli z niej uchodziła.
- W takim razie choć - chłopak pociągnął ją w stronę wyjścia - Pokażę ci fajne miejsce.