Jak widać mój blog zmienił charakter. Mam zamiar dodawać tu moje opowiadania o Dramione. Mam parę pomysłów na fajne notki, więc może się uda :) No to zaczynamy...
W pokoju
wspólnym już dawno nikogo nie było gdy pewna Gryffonka zeszła na dół ze swojego
dormitorium. No nie, jak to się mogło stać ?! Wszyscy byli już
najprawdopodobniej w Wielkiej Sali, a ona się spóźniła ?! To niemożliwe !
Hermiona Granger była przykładną uczennica i nigdy się nie spóźniała! Nigdy, aż
do teraz.. Nie miała czasu ani chęci by dalej rozpamiętywać tę kwestię. Szybko
wybiegła z pokoju i skierowała się w dół po schodach do Wielkiej Sali, z której
już dochodził gwar rozmów. Wpadła do środka i pomknęła w kierunku stołu
Gryffindoru. Usiadła na swoim miejscy i zdyszana przeczesała ręką włosy. Jej
przyjaciele, Ron i Harry, obrócili się w jej stronę.
- Jak to
zrobiłaś? – spytał zdumiony rudzielec.
- Co jak
zrobiłam? – wydyszała Hermiona nalewając sobie do szklanki soku dyniowego.
- Spóźniłaś
się! – wyrzucił jej Ron – Nigdy przedtem ci się to nie zdarzyło!
- No może i
tak.. – Hermiona zamyślona przeglądała plan lekcji na ten dzień.
Brązowowłosa wolała nie rozpamiętywać tego, dlaczego się spóźniła. Wczoraj, po przybyciu do Hogwartu, razem z Ginny do późna rozmawiały o.. no właśnie, o czym? Hermiona w świetle dnia uważała to za głupoty, ale wtedy brała tą kwestię całkiem na poważnie. Mianowicie ruda namawiała Hermione, by znalazła chłopaka. Ron był już przeszłością. Dziewczyna zroumiała, że chłopak nie jest dla niej odpowiedni i postanowiła z nim delikatnie zerwać. Nie wyszło jej to może tak świetnie, ale teraz było już po wszystkim, a Ron zaczynał jej powoli wybaczać ten "występek". Hermiona prychnęła w duchu. Nawet gdyby chciała, to wątpiła by ktokolwiek w Hogwarcie chciał chodzić z kimś takim jak ona. Mimo własnych myśli zaczęła się rozglądać na kim by tu można ewentualnie zawiesić oko.
- Ej, patrzcie, kto idzie! - mruknął nagle Harry, krzywiąc się i spoglądając w stronę drzwi.
Hermiona również tam spojrzała i zamarła. Do Wielkiej Sali, zarzucając blond grzywką i błyskając na wszystkie strony idealnie białymi zębami wszedł nie kto inny, jak Draco Malfoy. Przekraczając próg posłał swój firmowy uśmiech grupce rozchichotanych dziewcząt, które natychmiast się odwróciły i rozpoczęły dyskusję na jego temat. Ślizgon natomiast podszedł do stołu swojego domu i zajął miejsce obok swojego przyjaciela Blaisa, z którym natychmiast rozpoczął ożywioną dyskusję.
- Pozer - mruknął niezadowolony Ron - Uwodzi te niewinne panienki, a potem rzuca i upokarza... A myślałem, że wojna go trochę zmieniła! Co o tym myślisz, Hermiono?
Ale dziewczyna nie odpowiedziała. Nadal patrzyła na Malfoya i usiłowała nazwać uczucia, które ją wypełniły gdy przekroczył on próg Wielkiej Sali. Rozmarzenie? Czułość? Nie... To nie możliwe! Malfoy nie był osobą, na którą można patrzeć z czułością! Bynajmniej nie z jej punktu widzenia. Byli wrogami od zawsze. Poniżali się nawzajem.. Więc czemu ona teraz nagle zaczęła żywić do niego jakieś cieplejsze uczucia? Wyrobił się, to fakt. Był przystojny i miał w sobie jakiś taki czar, który sprawiał, że dziewczyna nie mogła oderwać od niego wzroku. Tylko czy jest sens w tym by zakochać się w swoim wrogu? Tak, Hermiona już to czuła. Wiedziała, że od pewnego czasu żywiła do Malfoya jakieś cieplejsze uczucia, ale nigdy się nie spodziewała, że to przerodzi się w miłość! Kochać? Malfoya? Ona? Szaleństwo!
- Hermiona? Hermiona!
Dziewczyna ocknęła się z zadumy i spojrzała na wpatrujących się w nią wyczekująco Harry'ego i Rona.
- Przepraszam, zamyśliłam się... Jakie było pytanie?
- Nadal nie wierzę w to, co widzę - rudzielec ze zdumieniem kręcił głową - Dziewczyno co z tobą? Czemu tak patrzysz na tego kretyna?!
- Oh zdawało ci się... - Hermiona spuściła wzrok i wstała od stołu zarzucając torbę na ramię - Zapomniałam czegoś w dormitorium, spotkamy się na transmutacji!
Powiedziawszy to Hermiona odwróciła się od zdezorientowanych przyjaciół i prawie biegiem wypadła z Wielkiej Sali odprowadzana ich zdumionymi spojrzeniami.
Draco Malfoy wszedł do Wielkiej Sali i podszedł do stołu Ślizgonów posyłając po drodze czarujący uśmiech grupce dziewcząt. Usiadł koło swojego przyjaciela, Blaisa i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Co tam? - Blais spojrzał na niego z rozbawieniem - Szukasz czegoś?
- Raczej kogoś - Draco uśmiechnął się perfidnie - W tym roku mam zamiar trochę zaszaleć.
- O to może mały zakład? - czarnoskóry wyszczerzył zęby w chytrym uśmiechu.
- Do czego zmierzasz, Diable? - Malfoy bacznie przyjrzał się swojemu rozmówcy.
- Ach do niczego konkretnego... Mówiłeś, że chcesz zaszaleć, więc mogę dać ci pole do popisu.
- No, to słucham! - Draco rozparł się na ławce i spojrzał wyzywająco w oczy przyjaciela.
- Czekaj! Myślę! - Zabini rozejrzał się po zgromadzonych w Wielkiej Sali uczniach, gdy nagle jego wzrok padła na stół Gryffindoru. Właśnie podnosiła się od niego ta cała Granger i po chwili już wybiegła z sali. Blais uśmiechnął się chytrze. Nie na darmo nazywali go Diabłem!
- Co? Brak pomysłów? - spytał drwiąco Malfoy.
- Nie ciesz się tak, bo mam dla ciebie zadanie, Smoku - Blais spojrzał na Dracona i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Co ty knujesz Zabini? - mruknął Draco i postanowił mieć się na baczności.
- Słyszałeś o tym całym balu, który ma być zorganizowany z okazji Bożego Narodzenia?
- Każdy o nim słyszał - prychnął Malfoy - No więc, co dalej?
- Masz zaprosić na niego pewną dziewczynę, ale przedtem masz zdobyć jej zaufanie. Na balu ją rzucisz i upokorzysz przed innymi. Brak jakichkolwiek zasad.
- Łatwizna - Draco uśmiechnął się z pobłażaniem - O która ci chodzi?
- O Granger, Smoku - Zabini uśmiechnął się kpiąco.
Malfoy zbladł. No pięknie, ale się wpakował! Przecież Granger go nienawidzi! Sam już nie był do końca pewny swoich uczuć do niej. Niby była szlamą, chociaż już od dawna jej tak nie nazywał, ale widział ją parę razy z daleka, najpierw na peronie a potem tu, w Hogwarcie. Zmieniła się. Zwracała większą uwagę na to, w co się ubiera i w ogóle była... ładna. Bardzo ładna. Piękna. Na Slytherina, co on plecie?! Tylko tego brakowało żeby zakochał się w Granger! Cholerny Zabini! Jak tylko wygra ten zakład to mu dokopie! No właśnie, ale co z zakładem? Nie miał żadnej specjalnej ochoty krzywdzić tej Gryffonki... Nie, nie, nie i jeszcze raz NIE! Co tu się, cholera jasna, dzieje?! Zdenerwowany zerwała się od stołu i skierował w stronę wyjścia. Blais musiał się powstrzymać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Trafił w dziesiątkę z tym zadaniem!
- A dokąd to, panie "Ja Wygram Każdy Zakład" ? - spytał dusząc się od tłumionego śmiechu.
- Pomyśleć - warknął Malfoy i zniknął za drzwiami Wielkiej Sali. Dopiero teraz Blais wybuchnął tak długo tłumionym śmiechem.
***
I co myślicie? Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo dopiero zaczynam i to mój pierwszy rozdział :)
Liczę na jakieś pozytywne opinie ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz